niedziela, 3 maja 2020

The eighth - Never come back


Pomyślałam sobie, że próbuję ostatni raz. Jeśli teraz się nie uda, to pora po prostu dać sobie wreszcie spokój. Wszak staropanieństwo toż nie koniec świata, prawda?
Szkoda tylko, że emocje nie rozumieją, a serce pęka i się buntuje. Ale czekaj, czekaj – jeszcze Cię sobie podporządkuję, rozum musi wziąć górę.
A tak naprawdę, to tylko takie bezsensowne gadanie. Pamiętam, jak było za pierwszym razem. Pamiętam, jak bardzo bolało mnie to rozstanie. Drugi raz w życiu tak bardzo. A pierwszy – tak bardzo nie mogłam się pozbierać. Tak długo i często wracało… to znak, że tak miało być? Że mieliśmy znowu się spotkać? Może.
A może to doprowadzi tylko do większego bólu.
Sama już nie wiem.

Jestem szczęśliwa. Przy Tobie, obok Ciebie, w Twojej obecności, z Tobą w głowie. Ale równie mocno, jak nie mocniej, boję się. Bo to już raz było. A teraz jest piękniej… ale trudniej. O jakieś… ponad 330 km.
Ja nie wrócę. Nie potrafię. Tutaj zaczęłam żyć. Tam tylko się dusiłam.
Jestem pewna, jak niewielu rzeczy na świecie – chcę być z Tobą. I równie pewna jestem, że nie potrafię tam wrócić. I prawdopodobnie nie będę w stanie – bo serce się buntuje i na nic racjonalność, która ma zresztą logiczne argumenty. Nie potrafię… i tak – nie chcę. Bo od tego uciekłam… i zaczęłam być szczęśliwa – i prawdziwie wolna.

3 V 2020, g. 22:19

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz