poniedziałek, 16 września 2019

#The seventh - Some reflections (autumn is coming)

Zasadniczo, całe życie uciekam przed… czymś. Jako dziecko – przed rzeczywistością. Brzmi może nieco groźnie, ale to raczej norma rozwojowa aniżeli anomalia czy dewiacja – oczywiście do pewnego stopnia, na pewnym zdrowym poziomie. Dziecko potrzebuje takiej ucieczki do „swojego świata”. Nie mam tutaj na myśli ignorowania rzeczywistości, raczej płynne przełączanie się między fantazją a rzeczywistością.
To najpierw ucieczka przez rzeczywistością. A potem? Pewnie przez sobą. Okres dorastania, trudny czas, co tu dużo mówić. I chyba tutaj mogę lokalizować poważniejsze, bardziej widoczne początki swoich obecnych trudności. Do pewnego momentu szło dobrze – przynajmniej względnie dobrze. A potem coś jakby… zgrzytnęło, skrzywiło, odskoczyło w bok – i już nie wróciło, gdzie trzeba. Albo inaczej – coś wcześniej musiało pójść nie tak, bo im więcej lat mija i im więcej wiedzy zdobywam, im częściej się nad tym zastanawiam i słucham różnych opinii… choroba pojawiła się właśnie w tym, a nie w innym momencie, bo chyba zbyt bardzo bałam się poznać siebie, odkryć siebie. Coś poszło nie tak – nie wiem kiedy, nie wiem dlaczego. Inaczej – mam rozmaite teorie, dlaczego. Pewnie któraś się trafna, jakaś może bardziej, inna może mniej. A może prawda leży pośrodku albo każda jest równie prawdziwa. W zasadzie, nieistotne. Coś poszło nie tak, a efekty ciągną się do dziś. Podstawowe zadanie rozwojowe tego okresu – „Kim jestem?” – jakoś… przeciągnęło mi się w czasie. I w sumie chyba nadal do końca się nie wyklarowało. Choć z pewnością dziś wiem o sobie więcej niż wówczas.
Ale jeden fakt jest niezmienny – nadal uciekam. Przed czym? Chyba dalej trochę przed rzeczywistością (w pełni nigdy się z tego nie wyrasta), przez problemami, przed deszczem i beznadziejną pogodą (wieje i jest zimno – gdzie to kalendarzowe lato?!), ale głównie to chyba jednak… przed sobą. W sumie to zawsze wydawało mi się, że najtrudniej przed sobą przyznać, że coś jest nie tak i zacząć coś zmieniać. A teraz mam wrażenie, że… zdecydowanie trudniej mi pokazać innym, że coś było/jest nie tak i zacząć zmieniać, bo znowu pokazałam już coś i teraz musiałabym pokazać resztę, która mimo wszystko zmieniłaby obraz aktualny.
Cholera, wiem, że jestem beznadziejna. Wiem o wielu swoich wadach, umiem się do nich przyznać, wyrecytować i chyba słynę z autokrytyki. Ale jakoś… tych najgorszych wad nie umiem pokazać i naprawić, choć tak mi z nimi źle. No, to dalej uciekam. Przed sobą. A w sumie to przed życiem.

poniedziałek, 29 kwietnia 2019

# The sixth - Always (or, maybe: almost?) the same

Nie da się uciec przed samotnością. Ani przed sobą. Można na chwilę... ale potem trzeba wrócić, wyjrzeć przez okno... nie zawsze świeci słońce. Albo przynajmniej nie zawsze umiem je dostrzec.
Uczę się starać. Ale pustka mnie przeraża. Boję się ciszy.


Ale może coś się zmieniło. A na pewno - chcę tu zostać. Nie chcę tam wracać.
I chyba już trochę wiem, kim jestem i czego naprawdę chcę.

To może dużo się zmieniło.

poniedziałek, 11 lutego 2019

# The fifth - Big city life...

Z życia wielkiego miasta stołecznego Warszawy:
Sytuacja w tramwaju – młody mężczyzna, który w bezczelny sposób odzywa się do starszego mężczyzny. Jakaś starsza kobieta staje w jego obronie, on sam milczy. Sama jestem młoda i takie zachowanie mi przeszkadza. To chyba coś nie do końca jest w porządku. Trochę chyba… wstyd mi za niego?

Słońca raz wyłania się zza chmur, a zaraz się chowa. Mam widok na parking, od strony podwórza, z drugiej strony Pola Mokotowskie – dobre miejsce do biegania. Lekko się zauroczyłam tym miastem, a przecież tak nie lubię miast…?

Jesteś jeszcze Ty – PPMP. I moje zamieszane uczucia w głowie – całkiem niezły bajzel i nie bardzo wiem, z której strony brać się za niego, żeby go jakkolwiek ogarnąć.
Cała lista „Things have to do” (łamana angielszczyzna) – obecnie 27 pozycji (ciągle rośnie).

Boli mnie głowa. I boję się – tak po prostu. Wielkie wyzwania i wielkie oczekiwania. Nie chciałabym do kompletu "wielkiego rozczarowania".

wtorek, 1 stycznia 2019

# 4 The fourth - Something new for beginning... as usually, new year.


Uwikłana w chwilę i skrępowana marzeniami. Migawki zdarzeń, tysiące obrazów i wspomnień, miliony myśli.
„Nowy Rok – nowa Ty!” – chyba nie jestem dobra w postanowieniach noworocznych. A jednak cały czas próbuję.
Tylko żeby to chociaż trochę było prostsze.