Ból fizyczny zmienia perspektywę
patrzenia na świat. Niekiedy działania stają się chaotyczne i irracjonalne,
niejasne dla samej jednostki; czasami postawienie przed fizyczną i psychiczną
„ścianą” otwiera oczy i budzi dawno zapomniane wartości, pragnienia, marzenia,
najbardziej choćby dziecinne. Zagrzebane, ukryte głęboko. Nagle pewne rzeczy
tracą na znaczeniu, inne je odzyskują, jeszcze inne zyskują. Ale może takie
momenty też są w życiu potrzebne? Może czasami dzięki nim uświadamiamy sobie,
że w ogóle żyjemy albo że cokolwiek może zależy od nas?
A może czasami trzeba walnąć kilka
razy o ten mur. Może trzeba upaść X miliardów, a nie milionów razy. A może
nadal marudzić, płakać, narzekać, ale mimo to – po cichu walczyć. Powoli. Łapać
oddech. Raz i drugi. Czasami się cofnąć. Czasami trochę pobłądzić. Mieć dosyć
siebie i świata, wściekać się na wszystko, być w nienawiści u wszystkich. A
może czasem trzeba zrobić z siebie ofiarę, wzbudzić litość, nawet nie celowo,
może czasami trzeba się innym narzucać i być widzianym. Może zamknięcie nie
zawsze pomaga. Może puste krzyki w ciszy nie są najlepszym rozwiązaniem. Może
czasami trzeba otwarcie pałać gniewem, pomimo wyrzutów sumienia i poczucia
bezsensu. Może kiedyś to mija.
Ale nie może, a na pewno – warto
chociaż próbować. Bo teraz to chyba schemat zerojedynkowy – All Or Nothing.
E.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz